Jak mozna nie fetowac kaki? Czyli egzaltacje na nocniku.
http://www.youtube.com/watch?v=62vzhPXQuJU
W zasadzie cz.2 miala byc o czym innym ale Przemek sprowokowal mnie do tego
bym wyrazil swoja opinie o ostatnim felietonie mistrza piora i bystrego
obserwatora swiatowego futbolu Rafala Steca.
Calosc tekstu tu: http://www.sport.pl/sport/1,65028,4597811.html ja jedynie
odniose sie do fragmentow.
Zaczyna od:
"Bywalcy tzw. zylety, czyli najslawniejszej trybuny Legii Warszawa,
kontynuuja swoj - jak go nazywaja - protest, [...] Znudzeni biegaja po calym
sektorze ..."
By zakonczyc:
"Tego potrzeba naszej lidze. [...] Rewolucji, po ktorej na stadion bedzie
warto sie wybrac - w razie niesatysfakcjonujacego wyniku lub poziomu gry -
chocby po to, by poderwac fajna laske."
:DD
Nic dodac nic ujac. Mysle ze to zestawienie jest wystarczajace do ocenienia
calej reszty tego "felietomatolka".
Ja dowiaduje sie z tego tekstu ze Stec nie jest milosnikiem tanca, za to nie
jest mu obcy stadionowy podryw. Czasem bez umiejetnosci tanca ma sie nieco
mniej argumentow, ale zawsze mozna dziewczyne zbajerowac na opowiesci o
fantastycznej atmosferze na Santiago Bernabeu albo Old Trafford.
Z reszta taniec to ruch. A ruch to zdrowie. Za to seks z przypadkowo poznana
na trybunach partnerka moze grozic chorobami przenoszonymi droga plciowa,
kropelkowa itd. Dlatego chcialbym przekonac autora, dla jego dobra, ze gdy
na trybunach sie nudzimy to taniec jest bezpieczniejsza forma spedzania
czasu na meczu.
Domyslam sie rowniez ze kibicowanie Steca za bardzo nie obchodzi, skoro gdy
nie ma "widowiska" woli zajmowac sie panienkami.
Czy facet ktory na slabym meczu nie jest zainteresowany pilka moze zarzucac
innym ze sie ta pilka nie interesuja?
Zwlaszcza ze protestujacy udowodnili, juz nie raz, ze jesli dopinguja to i
do konca, i nawet mimo malej atrakcyjnosci niektorych meczy.
"[...] nurtuje mnie pytanie, ilu sposrod protestujacych przeszkadza swojej
druzynie z glebokiego przekonania, ze czynia slusznie, a ilu ulega
nielicznym prowodyrom - pragnacym utrzymac wladze przywodcom stada."
Tez dosc ciekawa slowna ekwilibrystyka. Jeszcze niedawno udowadnial ze pilce
kibice nie sa potrzebni i sama da sobie rade, ale pal licho.
Cale pytanie ma przedziwna skladnie i przypomina: Czy przestal pan juz bic
swoja zone? No bo albo sie przeszkadza swiadomie albo bedac glupkiem.
Okazuje sie ze dobrze bawiaca sie publicznosc jest takim samym wrogiem jak
... fanatycznie kibicujaca publicznosc. Za to idealem jest publicznosc
rwiaca panienki w atmosferze multipleksu.
"Niedawno blixniaczy do warszawskiego bunt zaordynowali kibolscy bossowie z
mediolanskiego San Siro, [...] Okazalo sie, ze ci, ktorzy mimo akcji
protestacyjnej spontanicznie intonowali dopingowe przyspiewki, byli
przymuszani do milczenia przez stadionowych bandytow. Bandytow w sensie
doslownym, bo czesto majacych kryminalna przeszlosc."
Kolejne naduzycie. Stec zestawia festyniarsko,
bawiacy sie kibicow Legii z bandytami o kryminalnej przeszlosci.
I ten facet ma czelnosc pisac o _"blizniaczym"_ protescie.
Rzygac sie chce na takie parabole.
Kto w takim wypadku spiewa w Warszawie na krytej? Nie dajacy sie zastraszyc
prawdziwym bandytom komandosi Gromu?
Abstrachujac od tekstu Steca ciekawe jak potoczy sie walka we
Wloszech. Gdy po zabojstwie w Palermo wstrzymano rozgrywki to kluby zaczely
protestowac ze mecze bez publicznosci to ok 6mln$ straty w kazdej kolejce.
Tam nie za bardzo mozna sobie pozwolic na dlugofalowa walke poprzez
zamkniete trybuny.
"analogii jest znacznie wiecej. "Zyleta" chce wymusic cofniecie zakazu
stadionowego nalozonego na jednego z kibicowskich wodzirejow, fani z
Mediolanu bronili siedmiu kumpli aresztowanych za inspirowanie burd. "
Kolejne gebelsowskie "analogiczne" zestawienie. W Warszawie kibice bronia
czlowieka od prowadzenia dopingu, ktory zostal "skazany" za odpalenie racy
nieomal rok wczesniej niz zgloszenie wykroczenia. A jest osoba latwo
rozpoznawalna dla ochrony.
Jaka to porownawcza skala do ARESZTOWANIA przez policje prowodyrow
zamieszek i obrony ich przez kryminalistow?
Gdyby miala byc jakakolwiek analogia to kibice Legii powinni protestowac
przeciw zakazom dla bandytow z Wilna. Nie protestuja? Nic nie szkodzi.
Zawsze mogliby... :/
"My tez musimy wybrac. Chcemy barbarzynstwa poludniowcow, ktorym race
najczesciej sluza do dobrej zabawy, ale niekiedy spadaja takze na glowy
pilkarzy? Czy wolimy cywilizowana kibicowska kulture wyspiarzy, ktorzy
swietnie sie bawia mimo braku petard i flag .."
:DD to juz omawialismy. Ja bardzo jestem ciekawy jakby ta wyspiarska kultura
wygladala gdyby nie 20 lat drakonskich kar dla niesfornych kibicow.
Jak? To mozna przekonac sie chocby na meczach wyjazdowych gdzie, nie
obowiazuje prawo UK (choc tez nie do konca).
Zeby nie szukac daleko to przyklad z przed tygodnia z Moskwy.
A czy 1000 aresztowanych cywilizowanych wyspiarzy na ME 2000
i kilkuset w czasie MS 2006 sa przykladami tej kultury?
Ze tylko rusze pierwsze lepsze, przychodzace do glowy przyklady.
To ja juz chyba wole race niz spuszczonych ze smyczy cywilizowanych
wyspiarzy. :)
"Jakis czas moj redakcyjny kolega Radek Leniarski prowadzil krucjate przeciw
przesadnie wysokim cenom biletow na mecz Polska - Kazachstan. Wsciekl sie,
kiedy za wejsciowki dla niego i dwoch corek na trybune kryta stadionu Legii
PZPN zazadal tysiaca zlotych. [...] Kiedy Radek wojowal z PZPN-em, ja
zwiedzalem lige hiszpanska. Na Santiago Bernabeu i Camp"
To moze dobrze poinformowac Radka ze powinien sie cieszyc iz mial okazje
zabrac rodzine na Lazienkowska za 1000zl a nie zwiedzal z taze rodzina ligi
hiszpanskiej. Dzieki temu zaoszczedzil kilka tysiecy zlotych.
Warto wspomniec ile kosztuje
zabawa w tych eleganckich multipleksach.
Cena biletu na mecz Barcelona-Real wynosi od 289 do 779 euro. Gdyby pan
Radek zechcial zabrac trzyosobowa rodzine do tego multipleksu zaplacil by od
3400 do 9300 zl. (dane za ticketshop)
Dobrze rowniez przypomniec panu Radkowi zeby przez pomylke nie zalozyl
koszulki z nazwiskiem ktoregos z pilkarzy Realu bo moglby wtedy zostac
potraktowany jak pewien nieswiadomy Meksykanin kilka lat temu. A zostal
potraktowany po krakowsku - zasztyletowany. Z reszta miedzy Barcelona a
Krakowem jest nieco wiecej analogii. Nieszczesny leb swini, ktorym byli
straszeni pilkarze Wisly, wczesniej probowal znokautowac Figo. Kibice Realu
krzycza "Kto nie tanczy/skacze ten jest z Polski". To tez na czesc kibicow
Barcelony na ktorych wyzywaja ze sa .... Polakami. Troche tak jak u nas
Rumunami.
Gdyby ceny biletow byly zbyt duze to pan Radek moze przeniesc sie na
stadiony na cywilizowanych wyspach. Tu bilety na mecz odbywajacy sie na
"Teatrze marzen" miedzy MU a np Middlesbrough (przeciwnik mniej atrakcyjny
by nie zrujnowac pana Radka) kosztuje tylko miedzy 99 a 199 funtow. Da sie
obejrzec ten szlagier, ponizej 2000zl (na 3 osoby) :)
Z ciekawostek podam ze gdyby pan Radek, moim sladem, pojechal obejrzec
Roberta Kubice na Nurburgringu to zaplacilby jedyne 660euro za trzy osoby
na trybunie betonowej, bez dachu, bez krzeselka. Ale to w koncu nie
multipleks i jest dosc glosno. Troche trudno w tych warunkach rwac panienki,
zwlaszcza z zona u boku.
"najwiekszy szok przezylem na meczu Atletico Madryt - Osasuna Pampeluna. W
polu mojego widzenia bylo wiecej kibicek niz kibicow."
Gdyby Stac zamiast ogladac "laski" zechcial nieco rozejrzec sie wokol to
moglby poszerzyc ilosc "analogii" do ktorych w swoim felietonie z taka
luboscia nawiazuje.
Analogiczna do Warszawy byla feta w Madrycie po zdobyciu mistrzostwa przez
Real.
Taki newsik z czerwca tego roku : "Ponad sto osob rannych i dwanascie
aresztowanych to bilans nocnych zamieszek na ulicach Madrytu, gdzie kibice
Realu swietowali 30. w historii tytul pilkarskiego mistrza Hiszpanii.".
A moze cos o derbach Madrytu z 2007?
"Natomiast w starciach kibicow z policja w Madrycie ucierpialo 17 osob.
Cztery z nich trafily do szpitala. Fani Atletico przed meczem z Realem
zaatakowali policjantow, ktorzy w odpowiedzi uzyli gumowych kul oraz
elektrycznych palek."
Patrz jeden rok, conajmniej dwie awantury w Madrycie. Ile ich w tym roku
bylo w Warszawie?
Dlaczego tu brak analogii?
Z rzeczy ktore widzialem naocznie, moze nie az tak bulwersujacych, to szalik
i pamiatki Realu wiszace obok portretu Franco, jak na oltarzyku, u pewnego
Hiszpana niedaleko Marabelli.
Podobno symbolem jednej z grup tamtejszych kibicow jest flaga Blue Legionu.
To tak zeby nawiazac analogie do polskich faszystow.
Pan Stec sprytnie przemilcza olbrzymi problem rasizmu na stadionach
Hiszpanii. Znana jest sprawa Eto?
Tu tez nie zauwaza analogii? Przeciez Staruch niedawno wypowiedzial sie ze
Legia to zbieranina czarnuchow i latynosow.
No tak ... nie za bardzo by to sie "kleilo"z wlasnym felietonem o rasizmie
:) i obrazem illidycznej Hiszpanii.
A moze na koniec taki maly albumik:
http://www.boixosnois.com/photos/
Widac hiszpanscy socios rowniez czasem lubia uzyc barbazynskich rac, choc
faktycznie dzis to juz marginalne.
"Tego potrzeba naszej lidze. Pozbycia sie kiboli, do ktorych trzeba doplacac
(bo np. kluby sa wyrzucane z europejskich pucharow), a zdobycia prawdziwych
fanow, ktorzy wstydziliby sie przeszkadzac wlasnej druzynie. "
Tak autor ma racje. Kiboli pozbyc sie latwo. Wystarczy podniesc ceny biletow
dziesieciokrotnie i nie zapomniec o rownoczesnym dziesieciokrotnym
zwiekszeniu budzetu inaczej nikt na stadion nie przyjdzie.
W koncu zeby fetowac Kake to trzeba miec wiecej niz 100mln dolarow.
Robert
PS.
Gdyby Stec mial jakiekolwiek pojecie o polskiej pilce to by wiedzial ze
PRAWDZIWEGO Kaki fetowac mozna co najwyzej pamiec.
Natomiast poziom tego felietonu to dla mnie kaka z nocnika bobasa.