SLUBY.WARMIA.PL

Forum dyskusyjne
It is currently September 5, 2010, 4:37 pm

All times are UTC





Post new topic Reply to topic  [ 8 posts ] 
Author Message
PostPosted: 2003-07-06 22:38:36
Online
Registered User

Joined: 2003-07-06 22:38:36
[M@tej, czytasz na wlasna odpowiedzialnosc;-))]
    Kiedy obudzilem sie o 7:30, za oknem bylo mokro, ale nie padalo. Lunelo
dopiero, gdy zasiadlem do sniadania. Niestety, po wczorajszej wieczornej
rozmowie z Darkiem wiedzialem, ze nie wplynie to na nasze dzisiejsze plany
("Przeciez odjezdzamy pociagiem 100 km od Torunia,  tam moze byc zupelnie
inaczej", pocieszal mnie wczoraj. _Nieco_ sie mylil...
    Dokladnie o 8:20 darkowa 'wedka' wezwala mnie do wyjscia. Okazuje sie,
ze na wyjazd zdecydowal sie jeszcze jeden twardziel :-), ktoremu niestraszne
warunki pogodowe - Tomek.
Na nogach foliowe worki na smieci, w plecaku ich zapas na caly dzien, w
sercu trwoga ("A jak bedzie tak lalo caly dzien?") i juz po chwili jestesmy
na dworcu. Dojezdzam z suchymi stopami.
        Po ponad 2 godzinach nudnej jazdy jestesmy w Kwidzynie. Zjezdzamy do
zamku, przejezdzamy  pod gdaniskiem. Czarnym szlakiem Doliny Dolnej Wisly
kierujemy sie do Grudziadza. Nie, wcale nie najkrotsza trasa - droga zakreca
w najbardziej niespodziewanych miejscach, trzeba bardzo uwazac, by sie nie
pogubic. Pokrywa sie on miejscami z miedzynarodowa trasa rowerowa
EuroRout-1.
    Poczatkowo asfaltem, poxniej lesna droga jedziemy naprzod. I wcale nie
wadzi nam padajacy drobny, ale chwilami gesty deszcz.  W koncu nie jestesmy
z cukru ;-)).
Las to las, ale ten robi wrazenie, jest cos niesamowitego w tej naszej
jexdzie: my, dzdzysta pogoda, gesty bor...
    Podczas jazdy niejodnokrotnie blogoslawimy wlasnie padajacy, lub dopiero
co skonczony deszcz - po tych piaszczystych drogach nielatwo jechaloby sie,
gdyby nie byly tak mocno zwilzone. I nic nie przeszkadzaja nam czasem
calkiem glebokie kaluze, raz po raz zagradzajace nam droge. Zreszta, sami
wiecie jaka to frajda lawirowac wsrod kaluz lub, jesli sie nie da inaczej ,
przejechac przez srodek.
    Pokonujac drewniany mostek nad strumieniem mijamy nadlesnictwo Sadlinki
(jest tam nawet pole biwakowe). Przejezdzamy tory kolejowe, przez ktore
dopiero co wiozl nas pociag i dosc dlugim kamienistym (kocie lby) podjazdem
docieramy do szosy. Skrecamy w prawo i dlugim, dwukilometrowym zjazdem
staramy sie o dzisiejszego vmax'a. Niestety, wiatr, ktorego nie czulismy w
lesie, skutecznie utrudnia nam to zadanie. Na licznikach raptem 46 km/h
:-((.
     Ale nie zlorzeczymy na te podmuchy - ten zjazd to wlasciwie jedyne w
czasie naszej wycieczki miejsce, w ktorym wiatr nam przeszkadzal. Trasa byla
tak ulozona ;-), ze caly czas silny wiatr popychal nas do przodu. I dzieki
niemu rowniez deszcz nie byl tak uciazliwy.
     W Okraglej Lace, mimo ze na horyzoncie widac panorame bardzo juz
bliskiego Grudziadza, skrecamy w lewo, na piaszczysta (ale na szczescie
mokra) polna droge, ktora docieramy do Wielkiego Welcza.
    Teraz po chwili czujemy sie jak w gorach  - stromym podjazdem mozolnie,
na najbardziej miekkich przelozeniach zdobywamy Gory Losiowe. Tu, prawie na
szczycie lapie mnie kurcz, daje za wygrana i schodze z roweru :-((.
Wykorzystujemy przymusowy postoj na uzupelnienie paliwa oraz pozbycie sie
zuzytego napedu. Wspominamy przy tym ostatnia reklame siodelek Selle Italia
;-)) [do obejrzenia podczas transmisji TdF].
    Byl podjazd, musi byc i zjazd - juz po chwili mkniemy na leb, na szyje
(zwlaszcza Tomek), jak wariaci. Nagle na sciezce pojawia sie autochton.
Przestraszony, ucieka na lewa strone. Darek chcac uniknac zderzenia, robi to
samo: facet w lewo, Darek w lewo, facet jeszcze bardziej w lewo, Darek to
samo. Wreszcie Darek z trudem wyhamowuje. Kilka cm od rolnika. Na szczescie
nic sie nie stalo. Darek przeprasza i juz jedziemy dalej.
    Jestesmy w Zakurzewie. Jeszcze tylko Mokre (sic! - dzisiaj tam moglaby
nazywac sie kazda mijana przez nas miejscowosc...), kilka km po ruchliwej
drodze, ktora opuszczamy, kierujac sie na Parski. Jakis krotki podjazd i
wyjezdzamy na wzniesienie, z ktorego widac piekna panorame doliny Wisly
(wybaczcie, ale to sformulowanie jeszcze nieraz sie tu powtorzy). Widok jest
jeszcze ladniejszy z jakiejs dziwnej budowli (pozostalosc fortu?), na ktora
oczywiscie wlazimy.
    Teraz jedziemy skarpa wislana, a droga nagle przechodzi w piekny, stromy
zjazd: nic to,ze slisko, nic to, ze przecina ja jakis strumyk, ze pod koniec
przegradzaja nam droge jakies barierki. Wjezdzamy na lake, na ktorej
zmagazynowanych jest kilkadziesiat pontonow, sluzacych (jak pamietam z
wojska) do budowy przepraw.
    Wjezdzamy na asfaltowa droge, pnaca sie zakretami w gore. Kiedy juz
wjechalismy na szczyt, okazuje sie, ze droge blokuje nam zamknieta na kilka
klodek solidna brama. Jakby tego bylo malo, z nieduzego budynku wychyla sie
zolnierz i gromkim glosem kilkakrotnie wola:
   - Panowie!!! Z powrotem!!! Panowie!!! Z powrotem!!!
Coz bylo robic, zawracamy i, juz na dole, szukamy jakiejs sciezki wzdluz
brzegu. Jest! Prowadzi nas do... dziury w plocie, na ktorym wisi informacja,
ze to teren wojskowy. Sciezka jest straszna, pelna chaszczy i ukrytych przed
naszymi oczami nierownosci. I do tego bardzo kreta. Z trudem lawiruje
Kolodziejem.
    Szybko okazuje sie, ze ta sciezka to jeszcze nic zlego - przed nami
wyrasta prawie pionowa sciana skarpy. Niby jest jakas sciezka, ale strasznie
stroma i do tego zablocona. Powoli, co chwila sie slizgajac i wykorzystujac
rowery jako wciagarki, wspinamy w gore.
    Wreszcie jestesmy, docieramy do asfaltu. Kilkanascie metrow w lewo
widzimy te sama, zamknieta i odrutowana brame. Ale tym razem jestesmy po jej
_wlasciwej_ stronie.
    Troche bladzimy po Grudziadzu. Jestesmy juz z troche znuzeni, widza
McDonalda nie zastanawiamy sie wiele. Trzeba uzupelnic zapasy. Posilony 9.
kawalkami kurczaka (co jedli, a zwlaszcza _pili_ chlopaki, litosciwie nie
wspomne ;-)) daje haslo do odjazdu. Znowu wypatrujemy charakterystycznej
sylwetki czarnego roweru na bialym tle (tak oznakowany jest szlak) i
wyjezdzamy z Grudziadza, po drodze mijajac jezioro Rudnickie, miejsce
wypoczynku Grudziadzan.
    Teraz do samego Chelmna jedziemy juz caly czas malo uczeszczanym
asfaltem.Nisko, po naszej prawej stronie blyszczy Wisla. W pewnym momencie,
urzeczeni pieknym widokiem, az przystajemy - panorama Doliny Wisly
(mowilem...) jest tu wyjatkowo piekna.
    Chelmno, jak zwykle cudowne...  Na Rynku odpoczywamy i posilamy sie
pysznym spaghetti. Wychodzi slonce - rozleniwieni posilkiem i ladna w tej
chwili pogoda z trudem wyruszamy dalej.
    W Kaldusie znowu podziwiamy piekna (juz wiecej nie bede) panorame Doliny
Dolnej Wisly. Az sie nie chce wracac do domu, tym bardziej, ze mamy
wrazenie, ze juz tam prawie jestesmy - pozostalo ledwie niewiele ponad 40
km.
    Przez Starogrod, Plutowo, Unislaw, doskonale znana z dziesiatkow
wczesniejszych wyjazdow trasa jedziemy do Torunia. Jedyna rozrywka, jaka tu
mamy, to upajanie sie predkoscia - wspomagani wiatrem, mimo juz ponad setki
w nogach, gnamy, rzadko zwalniajac ponizej (a i to nieznacznie) 30 km/h.
    I juz wkrotce jestesmy w domu, zmeczeni, ale bardzo zadowoleni. Bo
fajnie bylo ;-))
pozdrawiam
--
galex
PS1 - statystyka:
trip: 141 km
avs: 23,25 km/h
stp: 6:03:51
PS2 - mam coraz wieksza chetke na zaliczenia calgo, ponad 480-kilometrowgo
Szalku Doliny Dolnej Wisly.  Pomozecie?






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-07-06 23:04:03
Online
Registered User

Joined: 2003-07-06 23:04:03
Dnia Sun, 6 Jul 2003 22:38:36 +0200, "galex"
napisal(a):

...
Przeczytalem
...
teraz ide sie powiesic na lancuchu ...
a moze podetne sobie zyly blatem ...
albo zaaplikuje sobie vexolu dozylnie ...
A za to :
> Po ponad 2 godzinach nudnej jazdy jestesmy w Kwidzynie ...

masz u mnie kreche :)
Zreszta u Alekloco tyz :P
PoZdrowia
M@tej - pokrecony wykolejeniec,
wykryta cykloza - mutacja torunsko-warszawska
"Blat, ogien i gorace tarcze" ;)
GG#: 79190
(piszac na priv _TOWYTNIJ_ z adresu e-mail)






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-07-07 01:22:23
Online
Registered User

Joined: 2003-07-07 01:22:23
Uzytkownik "galex" napisal:
>Jedyna rozrywka, jaka tu
> mamy, to upajanie sie predkoscia - wspomagani wiatrem, mimo juz ponad
setki
> w nogach, gnamy, rzadko zwalniajac ponizej (a i to nieznacznie) 30 km/h.

Heh.. zazdroscilem wam opon. Szczegolnie Darkowi ;-)
Dzieki za relacje i jeszcze raz wielkie dzieki za swietna wycieczke.
Czekam na fotki :P
>PS2 - mam coraz wieksza chetke na zaliczenia calgo, ponad 480-kilometrowgo
>Szalku Doliny Dolnej Wisly.  Pomozecie?

Pomozemy!
--
Pozdrawiam: Tomasz W.
USUN_TO_tym...@wp.pl






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-07-07 10:58:53
Online
Registered User

Joined: 2003-07-07 10:58:53
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst -> Uzytkownik "galex" napisal:
> >Jedyna rozrywka, jaka tu
> > mamy, to upajanie sie predkoscia - wspomagani wiatrem, mimo juz ponad
> setki
> > w nogach, gnamy, rzadko zwalniajac ponizej (a i to nieznacznie) 30 km/h.
> Heh.. zazdroscilem wam opon. Szczegolnie Darkowi ;-)
> Dzieki za relacje i jeszcze raz wielkie dzieki za swietna wycieczke.
> Czekam na fotki :P
> >PS2 - mam coraz wieksza chetke na zaliczenia calgo, ponad 480-kilometrowgo
> >Szalku Doliny Dolnej Wisly.  Pomozecie?
> Pomozemy!
> --
> Pozdrawiam: Tomasz W.
> USUN_TO_tym...@wp.pl
> Czesc chlopaki!

Chcialam Wam serdecznie pogratulowac - zwlaszcza wytrwalosci i nie zwazanie na
przeciwnosci losu w postaci pogody.
jexdziliscie po moich rodzinnych okolicach - ktore znam doskonale, kazde
wymienione miejsce budzi jakies wspomienia! SUUPER!!! Ja osobiscie "krece" sie
teraz wokol Waw - w sobote "maly" (ok 130 km) wypad do Czerska - ale
pogoda "straszyla strasznie". Nie wiem czy dalibysmy sie wygonic, gdyby padalo
od rana - tym wieksze dla was wyraz szacunku i uznania!!
Pozdrawiam serdecznie i zycze full mocy w pedalach na caly sezon
Kam

--
Wyslano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-07-07 12:04:52
Online
Registered User

Joined: 2003-07-07 12:04:52
galex:
> Na nogach foliowe worki na smieci, w plecaku ich zapas na caly dzien

Ja mialem worki na 2 zmiany, ale przelezaly w plecaku do konca.
Podobnie jak kurtka przeciwdeszczowa i dlugie spodnie.
Na szczescie bylo dosc cieplo i pewnie dlatego deszcz nie byl
zbyt uciazliwy.
Blotko nas pochlapalo, deszcz obmyl i wiatr wysuszyl.
>     Poczatkowo asfaltem

Objechalismy pewnie cala Doline Kwidzynska. Ladny asfalt i maly ruch.
> Las to las, ale ten robi wrazenie, jest cos niesamowitego w tej naszej
> jexdzie: my, dzdzysta pogoda, gesty bor...

I piekna droga w tym lesie. Mozna bylo sie rozpedzic :)
> Na licznikach raptem 46 km/h

U mnie 49, bo przyspieszylem w pogoni za Wami.
>     Teraz po chwili czujemy sie jak w gorach  - stromym podjazdem
mozolnie,
> na najbardziej miekkich przelozeniach zdobywamy Gory Losiowe.

Kilkaset metrow od nas plynela Wisla, chociaz przez drzewa niewidoczna.
> Tu, prawie na szczycie lapie mnie kurcz, daje za wygrana

Ja dalem za wygrana pare metrow wczesniej, kiedy zalepilo mi opony
i opadlem z sil.
>     Byl podjazd, musi byc i zjazd - juz po chwili mkniemy na leb, na szyje
> (zwlaszcza Tomek), jak wariaci. Nagle na sciezce pojawia sie autochton.

Losiu (stad nazwa - Gory Losiowe ;-))
> Przestraszony, ucieka na lewa strone. Darek chcac uniknac zderzenia, robi
to
> samo: facet w lewo, Darek w lewo, facet jeszcze bardziej w lewo, Darek to
> samo. Wreszcie Darek z trudem wyhamowuje. Kilka cm od rolnika. Na
szczescie
> nic sie nie stalo. Darek przeprasza i juz jedziemy dalej.

Facet byl juz wystraszony, bo wczesniej minal go Tomek.
Drugi rowerzysta (ja) spowodowal u niego gesi odruch.
Dobrze, ze nie krzyknalem 'moja lewa', to by dopiero mial problem ;-)
Ale to prawda, ze za ostro rzucilem sie za Tomkiem.
>     Teraz jedziemy skarpa wislana, a droga nagle przechodzi w piekny,
stromy
> zjazd: nic to,ze slisko, nic to, ze przecina ja jakis strumyk, ze pod
koniec
> przegradzaja nam droge jakies barierki.

Tak teraz sobie mysle, czy te barierki, to nie byl przypadkiem
szlaban przed jednostka ;-) No, ale przy tej szybkosci...
> Coz bylo robic, zawracamy i, juz na dole, szukamy jakiejs sciezki wzdluzy
> brzegu. Jest! Prowadzi nas do... dziury w plocie, na ktorym wisi
informacja,
> ze to teren wojskowy. Sciezka jest straszna, pelna chaszczy i ukrytych
przed
> naszymi oczami nierownosci. I do tego bardzo kreta. Z trudem lawiruje
> Kolodziejem.

Jechalem w tym miejscu przodem i prawie nie widzialem sciezki.
A pokrzywy podzialaly rozgrzewajaco ;-)
Zobaczylem, ze wylania sie sciezka prowadzaca pod gore.
Zredukowalem na mala tarcze, przygotowujac sie do podjazdu.
Tomek za mna to samo. A tu prawie pionowa sciana :)
I wysiadka. Poniewaz mam prawie plaskie podeszwy, musialem
uzyc technik narciarskich: choinka czy tam jodelka ;-)
>     Troche bladzimy po Grudziadzu. Jestesmy juz z troche znuzeni, widza
> McDonalda nie zastanawiamy sie wiele.

Gastronomia w Grudziadzu bardzo kiepska. Tylko parasole z piwem.
> Posilony 9 kawalkami kurczaka (co jedli, a zwlaszcza _pili_ chlopaki,
litosciwie nie
> wspomne ;-))

Rybe. A o co chodzi ;-)
> Znowu wypatrujemy charakterystycznej
> sylwetki czarnego roweru na bialym tle (tak oznakowany jest szlak)

Towarzyszyl nam, az do Unislawia.
> Nisko, po naszej prawej stronie blyszczy Wisla. W pewnym momencie,
> urzeczeni pieknym widokiem, az przystajemy - panorama Doliny Wisly
> (mowilem...) jest tu wyjatkowo piekna.

A potem zjazd. Tu mialem vmax 59,95.
A deszcz na twarzy czylem jak igielki.
I od wody uciszyla mi sie prawa korba :)
(chyba nakretka korby sie poluzowala)
>     Chelmno, jak zwykle cudowne...  Na Rynku odpoczywamy i posilamy sie
> pysznym spaghetti.

Ktore polecili nam siedzacy na lawce dwaj bajkerzy z Bydgoszczy.
Jechali trasa maratonu Bydgoszcz - Chelmno - Bydgoszcz.
> Wychodzi slonce - rozleniwieni posilkiem i ladna w tej
> chwili pogoda z trudem wyruszamy dalej.

Oj, milo sie siedzialo :))
> Az sie nie chce wracac do domu, tym bardziej, ze mamy
> wrazenie, ze juz tam prawie jestesmy - pozostalo ledwie niewiele ponad 40
> km.
> Jedyna rozrywka, jaka tu mamy, to upajanie sie predkoscia

Dla mnie walka o utrzymanie sie na kole :-)
I obserwacja jak maratonczycy (Tomek) posilaja sie w czasie
jazdy wyjmujac jedzenie z plecaka :)
>     I juz wkrotce jestesmy w domu, zmeczeni, ale bardzo zadowoleni. Bo
> fajnie bylo ;-))
> galex

Bardzo, bardzo fajnie.
Najpierw zmeczenie, potem odpoczynek
i na koncu przeczytanie ciekawej relacji :)
> PS2 - mam coraz wieksza chetke na zaliczenia calgo, ponad 480-kilometrowgo
> Szlaku Doliny Dolnej Wisly.  Pomozecie?

Co tam jeszcze zostalo?
Chyba Tczew-Kwidzyn.
Bede musial upiec wiecej placka orzechowego :)
--
pozdrawiam
Darek M.






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-07-07 12:11:22
Online
Registered User

Joined: 2003-07-07 12:11:22
k_...@poczta.onet.pl:
> > Czesc chlopaki!
> Chcialam Wam serdecznie pogratulowac - zwlaszcza wytrwalosci i nie
zwazanie na
> przeciwnosci losu w postaci pogody.
> jexdziliscie po moich rodzinnych okolicach - ktore znam doskonale, kazde
> wymienione miejsce budzi jakies wspomienia!

Czesc!.
Chwilami zalowalismy, ze nie mamy takich fajnych terenow
blizej Torunia. Np. podjazdow do podjezdzania na malej tarczy.
> Nie wiem czy dalibysmy sie wygonic, gdyby padalo
> od rana - tym wieksze dla was wyraz szacunku i uznania!!

Nie ma to jak grupowa motywacja ;-)
> Pozdrawiam serdecznie i zycze full mocy w pedalach na caly sezon
> Kam

Dzieki za zyczenia :-)
Pewnie niedlugo wybierzemy sie ponownie w okolice Kwidzyna,
tylko teraz raczej na polnoc.
--
pozdrawiam
Darek M.






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-07-07 12:16:22
Online
Registered User

Joined: 2003-07-07 12:16:22
Uzytkownik galex w wiadomosci do grup dyskusyjnych
napisal:bea1eo$8...@atlantis.news.tpi.pl...

Chyba was widzialem na Wrzosach na szosie z Unislawia przed 20-ta w
niedziele. 3 gosci - jeden na wheelerze, jeden na biobiku, trzeciego nie
zarejestrowalem. Zastanawialem, sie czy to wy - i pomyslalem sobie, ze jak
na prawie 150 km w nogach, to strasznie szybko dajecie - wyprzedzalem was
samochodem - mieliscie ponad 30 km/h. Niesamowita odpornosc na warunki
atmosferyczne :-) podziwiam.
pzdr
karpies
--
________________________________________
Life's a beach and then u dive
________________________________________
odpowiadajac wytnij WYTNIJ_TO_ z adresu
--
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/






Top
 Profile
 
PostPosted: 2003-07-07 12:17:10
Online
Registered User

Joined: 2003-07-07 12:17:10
tomek:
> Heh.. zazdroscilem wam opon. Szczegolnie Darkowi ;-)

Land Cruisery. Moze nie idealne na asfalt, ale dobre.
A ja Tobie, na podjazdach w Gorach Losiowych i nie tylko.
Kiedy moje opony sie zaklejaly :(
Chyba nie ma idealnych opon ;-)
--
Darek M.






Top
 Profile
 
Post new topic Reply to topic  [ 8 posts ] 




 Topics   Author   Replies   Views   Last post 
No new posts Piecdziesiatka na przetargi (dlugie)

Pan Tograf

0

0

2009-12-28 09:13:22

No new posts Normalnie rece opadaja (dlugie)

ArturO

0

0

2009-12-08 03:20:21


Who is online

Users browsing this forum: Madmatt,Roman Niewiarowski,Grando, prezenty and 1 guests


New posts New posts    No new posts No new posts    Announce Announcement
New posts [ Popular ] New posts [ Popular ]    No new posts [ Popular ] No new posts [ Popular ]    Sticky pozycjonowanie
New posts [ Locked ] New posts [ Locked ]    No new posts [ Locked ] No new posts [ Locked ]    Moved topic Moved topic
You can post new topics in this forum
You can reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group - Pozycjonowanie